-Harry?
-Bella! Moja mama miała wypadek! Musimy jechać chodź!-szybko wzięłam torebkę i wybiegliśmy do mojego samochodu.
-Co się stało Harry?
-Jechała samochodem i ktoś w nią wjechał-powiedział opierając dłonie o kolana. Dobrze że to ja kieruje a nie on bo byłby drugi wypadek w rodzinie. Jechaliśmy dwie godziny. Na drogach był nawet spory ruch ale jakoś daliśmy radę. Podjechałam pod szpital i Harry wyskoczył jak z procy idąc szybkim krokiem do środka. Zamknęłam samochód i wybiegłam za nim. Dobrze że miałam trampki a nie szpilki.
Harry stał w recepcji i czekał na pielęgniarkę.
-Jest pan kimś z rodziny?-zapytała.
-Synem.
-Sala 203 piętro 3.-powiedziała a on pociągnął mnie za rękę do windy. Znaleźliśmy salę 2013 ale Ann miała robioną operację więc sala była pusta. Usiedliśmy na krzesłach w poczekalni kiedy na korytarzu rozległy się mocne kroki biegu. Na korytarz wbiegli chłopcy.
-Harry! Przyjechaliśmy tak szybko jak mogliśmy! Co z mamą?-zapytał czarno-włosy.
-Ma operacje. Siadajcie.-obok mnie usiadł Liam. Jedynie znam jego, Harry'ego i blondasa imię. Blondyn w ogóle się na mnie nie spojrzał. Ja nie mam zamiaru go przepraszać. On zaczął. Wiem...mówię jak w przedszkolu no ale wiecie...
-Chcecie coś do jedzenia?-zapytałam
-Kawę.-odpowiedział za wszystkich chłopak z brodą który przytulał Hazzę. Ok...
-Pomogę ci-powiedział wyrywając się z krzesła blondynek. Nie odpowiedziałam nic tylko ruszyłam przodem.
-Ja zapłacę-wyciągnął portfel i sfinansował napoje.
-Przepraszam-powiedział w windzie. Ja wciąż nic...-Przepraszam cię za te słowa. Za to co ci zrobiłem.
-Wybaczam ci-powiedziałam i bez żadnych słów poszłam w kierunku chłopaków.
Po godzinie siedzenia nagle drzwi od sali się otworzyły. Harry skoczył z krzesła wstając na równe nogi.
-Proszę pana! Jak z nią?
-A pan jest kim?
-Synem.
-Ahhh dobrze. Proszę poczekać i pójdziemy do mojego gabinetu.
-Dobrze.-poczekał i zaledwie po minucie wyszli na rozmowę.
-I co?-zapytał Louis jak się niedawno dowiedziałam. Teraz znam wszystkich już imiona. Gratulacje dla mnie!
-Ma złamane żebra ale się niedługo zrosną. A! I miała lekki wstrząs mózgu.
-Ale żyje?-zapytał Liam.
-Żyje.
-To dobrze.
-Mam pomysł!-krzyknął nagle Harry.-Pojedźmy do mojego domu w Holmes Chaple.
-Ale ja nie mam rzeczy na przebranie.-powiedziałam
-To pojedziesz do Londynu i wrócisz-zgodziłam się i od razu pojechałam.
Zapakowałam sobie spodnie, sukienkę, dwie bluzki i dwie pary butów. Jedne trampki drugie szpilki. Oczywiście musiałam jeszcze wziąć coś chłopcom. Zajechałam do ich domu. Szybko pakowałam jakie popadnie ubrania z ich pokoi pakując je do toreb.
Gdy już wszystko było spakowane mogłam jechać z powrotem.
-Jestem!-powiedziałam jak już weszłam do poczekalni. Siedział tam tylko Niall.-A gdzie są wszyscy?
-Pojechali a mi kazali czekać na ciebie jakby ci-powiedział
-Aha. To chodźmy.-powiedziałam i za wskazówkami chłopaka dojechaliśmy do rodzinnego domu Hazzy jak i mojego.
Dzisiaj strasznie krótki bo muszę się uczyć do egzaminu. Przepraszam!
Harry stał w recepcji i czekał na pielęgniarkę.
-Jest pan kimś z rodziny?-zapytała.
-Synem.
-Sala 203 piętro 3.-powiedziała a on pociągnął mnie za rękę do windy. Znaleźliśmy salę 2013 ale Ann miała robioną operację więc sala była pusta. Usiedliśmy na krzesłach w poczekalni kiedy na korytarzu rozległy się mocne kroki biegu. Na korytarz wbiegli chłopcy.
-Harry! Przyjechaliśmy tak szybko jak mogliśmy! Co z mamą?-zapytał czarno-włosy.
-Ma operacje. Siadajcie.-obok mnie usiadł Liam. Jedynie znam jego, Harry'ego i blondasa imię. Blondyn w ogóle się na mnie nie spojrzał. Ja nie mam zamiaru go przepraszać. On zaczął. Wiem...mówię jak w przedszkolu no ale wiecie...
-Chcecie coś do jedzenia?-zapytałam
-Kawę.-odpowiedział za wszystkich chłopak z brodą który przytulał Hazzę. Ok...
-Pomogę ci-powiedział wyrywając się z krzesła blondynek. Nie odpowiedziałam nic tylko ruszyłam przodem.
-Ja zapłacę-wyciągnął portfel i sfinansował napoje.
-Przepraszam-powiedział w windzie. Ja wciąż nic...-Przepraszam cię za te słowa. Za to co ci zrobiłem.
-Wybaczam ci-powiedziałam i bez żadnych słów poszłam w kierunku chłopaków.
Po godzinie siedzenia nagle drzwi od sali się otworzyły. Harry skoczył z krzesła wstając na równe nogi.
-Proszę pana! Jak z nią?
-A pan jest kim?
-Synem.
-Ahhh dobrze. Proszę poczekać i pójdziemy do mojego gabinetu.
-Dobrze.-poczekał i zaledwie po minucie wyszli na rozmowę.
-I co?-zapytał Louis jak się niedawno dowiedziałam. Teraz znam wszystkich już imiona. Gratulacje dla mnie!
-Ma złamane żebra ale się niedługo zrosną. A! I miała lekki wstrząs mózgu.
-Ale żyje?-zapytał Liam.
-Żyje.
-To dobrze.
-Mam pomysł!-krzyknął nagle Harry.-Pojedźmy do mojego domu w Holmes Chaple.
-Ale ja nie mam rzeczy na przebranie.-powiedziałam
-To pojedziesz do Londynu i wrócisz-zgodziłam się i od razu pojechałam.
Zapakowałam sobie spodnie, sukienkę, dwie bluzki i dwie pary butów. Jedne trampki drugie szpilki. Oczywiście musiałam jeszcze wziąć coś chłopcom. Zajechałam do ich domu. Szybko pakowałam jakie popadnie ubrania z ich pokoi pakując je do toreb.
Gdy już wszystko było spakowane mogłam jechać z powrotem.
-Jestem!-powiedziałam jak już weszłam do poczekalni. Siedział tam tylko Niall.-A gdzie są wszyscy?
-Pojechali a mi kazali czekać na ciebie jakby ci-powiedział
-Aha. To chodźmy.-powiedziałam i za wskazówkami chłopaka dojechaliśmy do rodzinnego domu Hazzy jak i mojego.
Dzisiaj strasznie krótki bo muszę się uczyć do egzaminu. Przepraszam!
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz