sobota, 1 listopada 2014

rozdział 15

Szybko wzięłam potrzebne materiały i zdjęcia, wsiadłam w samochód i pojechałam na dany adres.

-Dziękuję pani, że przyjechała pani tak szybko-powiedziała Elizabeth.
-Tak, też się cieszę. Więc jeśli to by było na tyle to do widzenia!-pożegnałam się i wyszłam. Wróciłam do Londynu kiedy akurat kończył się mecz. Podjechałam pod Arenę i poszłam do garderoby chłopaków.
-Bella! Już jesteś?-zapytał Harry.
-Tak. A gdzie jest Zendaya?-zapytałam.
-Zaraz przyjdzie. Jedzie z nami do domu naszego na noc filmową. Chcesz też jechać?-zapytał Harry. Wszystkie oczy wtedy były skierowane na mnie.
-Nie. Przepraszam, ale nie mogę. Jestem zajęta, może innym razem?
-Tak. Ok to my idziemy-powiedział Harry i wszyscy wyszliśmy do parkingu.
-A ty nie jedziesz?-zapytałam blondynka.
-Nie. Nie będzie ciebie więc po co mam jechać z nimi i się nudzić?
-To może ze mną pojedziesz do mojego domu?-nie wiem dlaczego mu to zaproponowałam. Może dlatego, że ci się podoba! Mówił mój rozum. Nie! Stop ja go nie kocham ani mi się nie podoba! Człowiek bez winy się nigdy ni tłumaczy... Ughhhhh.
-Dziękuję ale nie. Przepraszam, ale ty chyba nie chcesz tego tylko się nade mną litujesz. A ja nie chcę litości. Sorry.
-Niall, poczekaj!
-Nie. Nie widzisz tego? Kiedy ja chcę coś zrobić ty nie chcesz lub nie możesz, nie wiem z jakiego powodu. Ale kiedy ty coś chcesz musi być to teraz już. To nie tak działa kochanie.
-Nie mów do mnie kochanie-wycedziłam przez zaciśnięte zęby.
-No widzisz! Zrozum siebie najpierw! I nie oceniaj innych pierw tylko od siebie zacznij!-krzyknął i wsiadł do ich Tour busa. Wściekła wsiadłam do samochodu i szybko wróciłam do domu. A Może on miał racje? Może powinnam się zmienić?
Nie! Jeśli kochałby mnie na prawdę, to by mnie zaakceptował taką jaką jestem. Po myśleniu położyłam się zmęczona spać. Jutro mam iść na jakąś galę. Mam wręczać nagrodę i jestem nominowana do dwóch. Trzymajcie kciuki!

Rano wstałam o 10 i poszłam pierw zjeść śniadanie. Kiedy wkładałam naczynia do zlewu usłyszałam dzwonek do drzwi.
-Dzień dobry mam dla pani przesyłkę-powiedział listonosz.
-Ale ja nic nie zamawiałam.
-Ale to prezent od kogoś-powiedział podając mi pudełko-proszę podpisać tutaj-złożyłam podpis i wróciłam do kuchni odpakować paczkę.
W środku było masę czekoladek i kilka książek. Od kogo to może być? Jest tu jakiś list! Nadawcą jest...Niall. Nie chcę tego czytać po wczorajszym. Wzięłam list i wrzuciłam go do kominka. A czekoladki schowałam do pułki.
Kiedy nastała już pora przygotowywania się poszłam się ubrać i zrobić sobie makijaż.
Kiedy byłam gotowa, przyjechała po mnie limuzyna, która miała mnie zawieźć pod teatr gdzie będzie się odbywać gala. Kiedy wysiadłam usłyszałam głośne piski i krzyki mojego imienia. Stanęłam na czerwonym dywanie do zdjęcia.
Myślę, że prezentowałam się dobrze ale nie wiem. Po zrobieniu sobie zdjęć z fanami poszłam zająć swoje miejsce. Gala się rozpoczęła.
Teraz mam wręczać nagrodę,  dla ikony mody.
Wyszłam na scenę.
-Hej Hollywood!-krzyknęłam głośno.-Moda to dla nas kobiet ciężka sprawa, ale i również mężczyźni mają z nią problem. Lecz nie każdy potrafi dobrać ubrania tak jak ona! Nagrodę, dla ikony mody, wygrywa...Zendaya!-nie mogę uwierzyć, że moje małe dziecko haha wygrało! Weszła na scenę i podbiegła do mnie. Przytuliła i zaczęła przemawiać.
-Dziękuję bardzo ale to bardzo mojej najlepszej przyjaciółce Belli Thorne. Bez ciebie nie osiągnęłabym tego wszystkiego. Dziękuję mojej rodzinie i moim najbliższym. Ta nagroda jest dla was! Dziękuję!-i zeszłyśmy ze sceny.

Gala trwała dalej ale kiedy przyszła pora na ostatnią, jak i najważniejszą nagrodę w której byłam nominowana-spoważniałam a moje serce przyśpieszyło.
-Nagroda ta jest jedną z najważniejszych nagród na całym świecie. Ponieważ nie każdemu w tak młodym wieku uda się osiągnąć tak duży sukces. Ta dziewczyna, wie co robi i chce dalej to robić. Zawsze wiedziała czego chce i do tego dążyła. Brawa dla pięknej Belli Thorne! Wygrałaś!-krzyknęła Selena Gomez, która mi wręcza tę nagrodę. Nie mogłam uwierzyć. Wstałam ocierając łzy poszłam na scenę. 
-Nie mogę uwierzyć! Nie mogę uwierzyć, że dotarłam do takiego szczytu. Ale nie sama. To dzięki wam, moim przyjaciołom. To wy wspieraliście mnie w trudnych chwilach, pomagaliście. Ale najbardziej chcę podziękować piątce chłopcom, którzy wywrócili mój świat o 360°. Dziękuję wam! Kocham was!-krzyknęłam i zeszłam ze sceny.
Po skończeniu gali wróciłam zmęczona do domu. Nawet nie zostawałam na after party. W domu kiedy spojrzałam na telefon miałam 10 nie odebranych telefonów on Harry'ego i 1 od Nialla. Po co on dzwonił?



piątek, 31 października 2014

rozdział 14

-Halo?-powiedziałam odsuwając się w najbardziej tam zaciszne miejsce.
-Bella?-rozbrzmiał najbardziej mniej oczekiwany przeze mnie głos.
-Co chcesz Niall? Jestem zajęta.
-Chciałem ci powiedzieć tylko przepraszam.
-Przestań nawet już-powiedziałam.
-Bella, proszę cię posłuchaj mnie raz. Ten jedyny raz wysłuchaj mnie. Proszę-powiedział.
-Masz minutę-powiedziałam.
-Wiem, że źle zrobiłem. I wiem że mi nie wybaczysz, ale dzwonię tylko po to żeby ci powiedzieć że jesteś wyjątkową osobą. Nie strać tego.-powiedział i się rozłączyć. Wybaczałam mu już tyle razy, że kolejnego już nie będzie. Sorry ale tak się nie będziemy bawić mój drogi. Oj nieee.

Czwartek godzina 15.00

Po spotkaniu pojechałam szybko do domu przebrać się. Kiedy byłam już gotowa mogłam wyjeżdżać. Podjechałam pod O2 Arenę i podałam moją wejściówkę oczywiście VIP. Poprosiłam jeszcze Hazzę żeby załatwił mi jeszcze jedną wejściówkę dla Zendaya, która właśnie idzie w moją stronę.
-Hej! Dziękuję że mnie wzięłaś ze sobą. Dzisiaj w ogóle nie mam co robić a tak już mogę się nie nudzić.
-Haha! Dobra chodźmy na miejsca-powiedziała.
-Przepraszam!-powiedział jakiś mężczyzna łapiąc mnie za ramię.-Pani Thorne i Coleman?-zapytał.
-Tak-powiedziałyśmy równo.
-Za mną proszę-powiedział i zaczął iść korytarzem prosto a potem skręciliśmy w prawo i podeszliśmy pod jakieś drzwi.
-Tutaj jest garderoba chłopaków. Zapukajcie i wejdźcie-pokierował nas i odszedł.
-Pukaj!-rozkazała Zendaya. Zapukałam ale nie usłyszałam żadnego proszę ani nic więc weszłyśmy. Tam co zobaczyliśmy przeszły wszystkie moje myśli. Harry, Louis i blondas latali po całym pomieszczeniu w samych bokserkach a Zayn rzucał w nich popcornem. A Liam? Liam spokojnie jakby nigdy nic rozmawiał sobie przez telefon. Ocknęli się dopiero wtedy kiedy chrząknęłam.
-Bella?!-krzyknął zdziwiony Louis i rzucił się na mnie.
-Tak, tak też tęskniłam. Ale puść mnie-powiedziałam i się ode mnie odkleił. Kiedy wszyscy się przywitaliśmy chłopcy poszli się ubrać a ja odeszłam na bok bo Zendaya była zajęta rozmową z Harrym.
-Jednak przyszłaś-powiedział blondyn stojąc za mną.
-Tak...cześć-powiedziałam spuszczając głowę.
-Tęskniłem...-powiedział podchodząc do mnie.
-Niall...proszę cię-powiedziałam odpychając go lekko od siebie.
-Bella, to ja cię proszę. Jesteś wyjątkowa, pamiętasz?-upewnił się. Ja jedynie pokiwałam głową.-Chciałbym to usłyszeć z twoich pięknych ust-powiedział mi do ucha.
-Pa pamiętam-powiedziałam a wręcz wyjęczałam, kiedy zaczął robić mi mały masaż.
-Właśnie to chciałem usłyszeć-uśmiechnął się.
-Ubierz się-złapałam go za tors i obróciłam w stronę wieszaka z ubraniami.
-Zaraz wrócę-powiedział i poszedł z ubraniami do łazienki. Ja usiadłam na kanapie wkładając twarz między dłonie. Nie mogę uwierzyć. Nie mogę uwierzyć, że jest obok mnie taki wspaniały chłopak. Ughhh ale nie chcę...Nie wiem nawet dlaczego.
-Już jestem-powiedział siadając na przeciwko mnie na jednym z foteli.
-Więc...
-Więc?-zapytał powtarzając za mną.
-O której zaczynacie koncert?
-Za 10 minut-powiedział.-A ty będziesz na całym czy jedziesz gdzieś jeszcze?-zapytał
-Nie wiem jeszcze...-usłyszałam dzwonek mojego telefonu.
-Przepraszam, muszę odebrać-powiedziałam dając mu całusa w policzek.

-Tak Annabelle?
-Gdzie jesteś?-zapytała zdenerwowana.
-Na koncercie a coś się stało?-zapytałam.
-Tak. Musisz natychmiast tutaj przyjechać.
-Co jest?-powiedziałam głośno, a Niall spojrzał na mnie i ruchem ust zapytał czy wszystko ok.
-Mamy mały problem. Pamiętasz kobietę, która kiedyś była u ciebie taka Elizabeth Benett, pamiętasz?
-Tak, tak. Mów dalej.
-Więc ona chciała materiału prawda. I ona chce go za godzinę. I zdjęcia.
-Na jaki temat?
-Nie pamiętam, ale ty go miałaś mieć. A zdjęcia też są. Ale to nie jest największy problem.
-Co?
-Problem jest z tym, że musisz jej to dostarczyć do jakiegoś miasta oddalonego o 200 km.
-Że co?!-krzyknęłam tak głośno że tu gdzie stałam wleciał do połowy ubrany Harry.
-Tak...sorry.
-Dobra już jadę do biura.-powiedziałam i się rozłączyłam.
-Co się stało?-zapytał Niall.
-Przepraszam cię bardzo ale muszę jechać dostarczyć materiał dla jakiejś kobiety. Przepraszam!
-Dobra...leć-powiedział smutny. Pożegnałam się z resztą i pojechałam najszybciej jak mogłam do LAM'u.

czwartek, 30 października 2014

rozdział 13

-Harry!-krzyknął Louis.
-Co?!-odkrzyknął z kuchni.
-Leci wywiad z Bellą-powiedziałem.
-To włączaj ja zaraz przyjdę tylko umyję ręce.-powiedział.
Włączyłem i już była połowa wywiadu.
-Jak osiągnęłaś to co teraz robisz?-zapytał
-Moje osiągnięcie tego celu było bardzo ciekawe. Kiedy usłyszałam, że Vogue szuka nowych, młodych redaktorów zgłosiłam się. I mnie przyjęli.
-A po tym, kiedy odeszłaś stamtąd?
-Kiedy miałam wystarczającą sumę pieniędzy kupiłam budynek, odnowiłam i jest! 
-Co oglądacie?-zapytał wchodząc do salonu Niall.
-Ciiii-uciszyli go.
-Wywiad z Bellą.-powiedziałem cicho.
-Ciekawa historia. Teraz pytania o życiu. Co robić żeby osiągnąć swój wymarzony cel?
-Trzeba zawsze w to wierzyć. Ponieważ jeśli człowiek w to nie wierzy, nie osiągnie tego. Ja od zawsze marzyłam, żeby być kimś ważnym. Ale to ludzie stawiają sobie nawzajem wyzwania zapominając, że to nie oni o tym decydują tylko ta osoba. Kiedy chcesz coś osiągnąć musisz zawsze skakać w przepaść i budować po drodze skrzydła żeby te marzenia się utrzymały. 
-Dziękujemy za tak mądre słowa. A co możesz poradzić innym żeby spełniali swoje marzenia?
-Musicie najpierw marzyć, potem robić i znów marzyć. Marzenia ma każdy człowiek, nie tylko małe dziecko. Nie pytajcie się innych czy możecie-róbcie to, co podpowiada wam serce. Ale i również rozum. 
-I ostatnie pytanie. Czego najbardziej żałujesz?
-Ehh. Trudne pytanie. Ale myślę, że najbardziej żałuję tego że się zmieniłam. Że nie jestem taka, jak inni chcieli żebym była. No ale przepraszam. Albo mnie kochacie czy tam lubicie taką jaką jestem teraz albo nie akceptujecie mnie taką jaką chcielibyście żebym była. Nie jestem aniołem czy wróżką żeby spełniać życzenia. Sorry.
-Dziękujemy ci bardzo Bella! 
-Ja również do zobaczenia!

Kiedy skończyłam wywiad zrobiliśmy sobie razem zdjęcie i mogłam jechać do domu. Dzisiaj nie miałam już co innego robić więc poszłam spać.
Następnego dnia obudziłam się z myślą, że spóźniłam się na spotkanie lecz dzisiaj jest wtorek a nie czwartek. I całe szczęście. Dzisiaj mam akurat wolne. Leniwie oczywiście poszłam się ubrać. Wczoraj jeszcze przed wywiadem zadzwoniła do mnie Annabelle z pytaniem o wyjście z nią na Coachelle*. Więc za dwie godziny mam być już gotowa. Zjadłam lekkie śniadanie i zasiadłam przed telewizorem. Usłyszałam dzwonek telefonu.
-Halo?-zapytałam nie patrząc kto dzwoni.
-Bella! Hej!-powiedział Harry.
-Harry! Cześć jak tam?
-Dobrze. Oglądaliśmy twój wczorajszy wywiad. Był mega!-pogratulował mi.
-Dziękuję ci. A jak tam chłopcy?-zapytałam.
-Świetnie! Dzisiaj mamy koncert ale akurat jutro wolne. A ty? Co dzisiaj robisz?
-Idę na Coachelle-pochwaliłam się.
-Aaaa. Mam pytanie.
-Mów.
-Czy nie mogłabyś przyjechać na koncert?
-Kiedy i gdzie?
-W Londynie za 3 dni. Bo dzisiaj gramy koncerty w Irlandii a za 3 dni jesteśmy z powrotem w Londynie.
-Zastanowię się, dobrze?
-Dobrze-powiedział szczęśliwy.
-Ale teraz muszę już iść się ubrać, paaa.
-Cześć!-rozłączyłam się i pognałam na górę. Ubrałam się i mogłam wychodzić.

Jest super! Atmosfera jest mega! Poznałam kilka gwiazd na przykład siostry Jenner i Selene Gomez.
Oczywiście coś, przepraszam! Raczej KTOŚ musiał ją popsuć. 

*Coachella-jest to festiwal muzyczny coroczny, odbywa się w lecie w mieście w Kalifornii w Coachelli.



środa, 29 października 2014

rozdział 12

Dzisiaj jesteśmy już w Afryce. Wczoraj spotkałam się z Abi. Przemiła dziewczynka! Przekazałam właśnie pieniądze na tamtejsze rodziny. Dzisiaj jestem z Ann w tamtejszym zoo. Mam super zdjęcie ze słoniem!
Ale niestety jutro rano wyjeżdżamy a już jest wieczór. Chciałabym jeszcze tutaj kiedyś wrócić. 

Rano obudziłam się o 5 i szybko spakowałam jeszcze rzeczy, które były na wierzchu. 
I razem z Annabelle pojechałam na tamtejsze malutkie lotnisko. I wracamy do deszczowego Londynu! Chłopcy są dalej w trasie. Wczoraj wylecieli. Nawet się ze mną nie pożegnali...
W Londynie byłyśmy po 6 godzinach. Pożegnałyśmy się i rozjechałyśmy się do swoich domów. Do domu wpadałam jak torpeda i pobiegłam na kanapę się położyć. Jutro praca...
Wstałam jak zwykle o 5 i jak zwykle poszłam się ubrać. Zjadłam śniadanie w postaci kawy i kanapki i szybko pojechałam do pracy. Dzisiaj jadę na sesję a potem na wywiad. 
-Hej! Jak tam? Wyspana?-zapytałam Annabelle.
-Taaaa-ziewnęła a ja się zaśmiałam.
-Oj... dobra ja idę do biura.
-Pa!
-Pa!-usiadłam przed komputerem i zaczęłam pisać już nowy temat na magazyn. Kiedy napisałam połowę i była taka godzina że czas się zbierać wyszłam do samochodu a stamtąd pojechałam do studia. Tam dali ubrania, w które mam się przebrać i zaczęła się sesja. Zdjęcia wyszły super ale to dopiero ukaże się w gazecie z moim wywiadem który zaraz jadę zrobić. Musiałam się szybko przebrać w garderobie, która została mi przydzielona. Ubrałam kusą czerwoną sukienkę a do tego cieliste szpilki. Włosy rozpuściłam a usta jedynie pomalowałam czerwoną szminką i byłam gotowa! Kiedy jakiś mężczyzna powiedział, że już wchodzę-weszłam i się zaczęło.
-Dzień dobry Bella!-powiedział Ryan McDry.
-Cześć!-powiedziałam uśmiechnięta. 
-Jak tam? Jak twoja kariera dziennikarki?-zapytał
-Dobrze. Robimy nowe materiały i sesje. Jest super.
-Dobrze. A jak tam twoje sprawy miłosne?-zapytał
-Nie mam nikogo.
-Na razie czy na zawsze?-uśmiechnął się.
-Myślę, że na zawsze.-odpowiedziałam.
-Dobrze. Więc mamy pytania od fanów.-i na wielkim ekranie pojawiło się pierwsze pytanie.-Od Kelly. Niall Horan czy Jistin Bieber?
-Emm Niall Horan-powiedziałam
-Jessica. Spaghetti czy pizza?
-Pizza!-zaśmiałam się.
-Alex. One Direction czy The Wanted?
-One Direction.
-To tyle od fanów. Chciałbym ci zadać jeszcze kilka pytań.-zaczął-Czy jesteś szczęśliwa?
-Każdy człowiek ma takie momenty, że nie zawsze jest szczęśliwy, ale otaczają go tacy ludzie że w końcu zmusi się na lekki uśmiech. Taką osobą właśnie jestem ja. W życiu nie jest najważniejsza miłość, pieniądze czy sława, lecz szczęście. To ono jest kluczem do sukcesu.
-Dobrze. Jakie było twoje największe marzenie?
-Hmmm...nie pamiętam. Ale myślę, że było to aktorstwo. Wiem, że to dziwne że jestem dziennikarką a nie aktorką, ale sprawy rodzinne się pokomplikowały i nie mogłam ich spełniać niestety. Kiedyś miałam na suficie gwiazdy jako małe lampki i na środku napis: ,, To ty jesteś gwiazdą. Gdy to zapomnisz, ona przestanie świecić..." Słowa jak słowa, ale nigdy nie zapomniałam tego...



wtorek, 28 października 2014

rozdział 11

Dzisiaj lecę do Brazylii. Ni mogę się już doczekać!
Kiedy szybko wstałam poszłam się ubrać. Chłopcy wyjeżdżają w 2 miesięczną podróż za 3 dni. Ja nie wiem jak sama wytrzymam. Zjadłam śniadanie i pojechałam na lotnisko gdzie miałam się spotkać z Annabelle.
-Cześć!
-Hej, idziemy na odprawę?-zapytałam
-Tak. Więc kiedy wracamy?
-Myślę że to wszystko zajmie nam tydzień jak nie więcej. Ale jak coś wrócimy szybciej.
-Tak, ja i tak jeszcze muszę skserować umowy.-powiedziała i stanęłyśmy przy odprawie. Bagaże dałyśmy na taśmę a same poszłyśmy na samolot.
Na moje szczęście było to pierwszy samolot i nie musiałyśmy na niego czekać. Wsiadłyśmy i usiadłyśmy na swoich miejscach. Ja siedziałam sama i Ann też. Tak mi się chciało spać, że zasnęłam.
Śnił mi się Niall. Że byliśmy razem...ale i tak to tylko sen.
-Bella! Bella! Obudź się-mówiła Annabelle szturchając mnie łokciem.
-Co?-zapytałam zaspana.
-Jesteśmy już. Przespałaś cały lot.
-Co? Tak szybko?
-Tak. Przespałaś cały lot! Ale teraz nie mamy czasu na pogawędki. Musimy iść po walizki.
-Dobrze.-wstałyśmy żegnając się z załogą samolotu. Poszłyśmy po walizki a stamtąd od razu pojechałyśmy najbliższą taksówką do naszego hotelu.
Miałyśmy osobne pokoje żeby mieć trochę prywatności. Jutro chcę odwiedzić Emmę, a dzisiaj chcę odpocząć i zrelaksować się. Rozpakowałam się i poszłam do łazienki do wanny.
Przesiedziałam tam godzinę bo woda już była zimna. Ubrałam się w krótkie szorty, crop topa i moje kochane białe conversy.
I razem z Ann poszłyśmy na miasto. Dużo osób znało mnie tu i robiłam sobie zdjęcia. Poszłyśmy najpierw coś zjeść a potem coś pozwiedzać.
Kiedy wróciłyśmy do hotelu był już wieczór. Poszłyśmy do hotelowej restauracji na kolacje i do łóżka spać.
Rano obudziłam się wreszcie wyspana co się bardzo rzadko zdarza i poszłam się szybko ubrać i poszłam po Annabelle i poszłyśmy na śniadanie.
Ann została w hotelu a ja pojechałam z adres podany w liście Emmy.
Kiedy po jakiejś godzinie poszukiwań znalazłam zapukałam do niewielkiego domu rodzinnego.
Otworzyła mi drzwi kobieta średniego wzrostu i wieku.
-Dzień dobry. Czy pani jest mamą Emmy Vey?
-Tak. A pani jest?
-Mamo! Kto przyszedł?-w tle usłyszałam krzyk dziewczynki. Obok kobiety stanął wózek a na nim wysoka dziewczyna o blond włosach.
-Bella Thorne? O matko nie wierzę!
-Cześć! Przyjechałam najszybciej jak mogłam po twoim liście do mnie-powiedziałam lekko ją przytulając żeby nic się jej nie stało.
-Ah! To pani jest tą kobietą do której Emma wysłała masę listów! Poznaję panią!-powiedziała mama
-Bella. Może wyjdziemy na podwórko?
-Jasne! Chodźmy!-krzyknęła zachwycona dziewczynka.

Przesiedziałam z nią masę czasu że aż się wieczór zrobił! Ale było warto! Chciałabym kiedyś utworzyć szkołę dla chorych dzieci i na wózkach. Tak jak właśnie Emma.
Kiedy wróciłam do pokoju padłam na łóżko ze zmęczenia. Bez przebierania się poszłam spać.



Dzisiaj jest straaaasznie krótki. Przepraszam również za moją długą nieobecność.


sobota, 25 października 2014

rozdział 10

Mecz był super! Oczywiście Niall wziął mnie na mecz piłki nożnej. A jak inaczej. Po meczu blondyn odwiózł mnie do domu.
-Może wejdziesz?-zapytałam
-Nie, dziękuję.-powiedział. Jak chciałam wyjść złapał mnie za rękę i przyciągnął do siebie. Przybliżył swoje usta do mojego policzka i mocno go pocałował.
-Dobranoc.
-Dobranoc.-powiedziałam i szybko się ulotniłam.
Przebrałam się w luźniejsze ubrania i zaczęłam robić ciasto czekoladowe, które uwielbiam.
Kiedy już się ze wszystkim wyrobiłam wybiła 20. Postanowiłam już kłaść się spać bo jestem trochę zmęczona.
Rano obudziłam się i była chyba 5 ale nie wiem. Wiem tylko że obudził mnie mój telefon. Odebrałam nawet nie patrząc kto dzwoni.
-Halo?-zapytałam zaspana.
-Śpisz?-zapytał głos Nialla.
-Niall...Czemu mnie budzisz w środku nocy?
-Nie jest środek. A po pierwsze chciałem cię usłyszeć.
-Słyszałeś mnie kilka godzin temu. To nie tak dużo.
-Dobra. Co robisz w tym tygodniu?
-Pojutrze lecę do Brazylii a potem do Afryki.
-Co? Ale po co?
-Dla fanów.-powiedziałam tajemniczo.
-Zostawisz mnie? Będę tęsknił-powiedział.
-Jedyną rzeczą za którą będziesz tęsknił to jedzenie
-Jesteś niemiła-powiedział.
-Ale uwielbiasz mnie-zaśmiałam się.
-Skąd wiesz?
-Tajemnica...
-Dobrze. Przyjadę do ciebie po południu, dobrze?
-A po co?-zapytałam.
-A co? To już nie można przyjść do swojej koleżanki?
-Można. Ale jak chcesz to możesz przyjechać potem do mojego domu. Bo wiesz...zrobiłam ciasto.
-Jakie?-zapytał ciekawski.
-Nie powiem...
-Ehhh no dobrze księżniczko.-Nazwał mnie księżniczką? Nieee może się przejęzyczył. 
Głupia! Podobasz się mu! Mówił mój rozum.
-Dobra ja lecę do pracy. Na razie głodomorze.-powiedziałam i się rozłączyłam. Tak mi się nie chce jechać do pracy. No ale muszę. Wstałam leniwie i poszłam się odświerzyć do łazienki. 
W samej bieliźnie poszłam do garderoby i ubrałam się ciepło. Zjadłam śniadanie i pojechałam do pracy.

Około 17 przyszedł Niall na którego czekałam w jadalni w LAM'ie. 
-Cześć Bella!
-Cześć! Jak tam?-zapytałam pijąc kawę.
-Świetnie! Za tydzień jedziemy w trasę. 
-Który to wasz album?-zapytałam ciekawa.
-Trzeci. Będzie super!
-Tak! Będziesz mógł ponownie spotkać się z fanami i zwiedzić cały świat!-powiedziałam mniej entuzjastycznie niż on.
-Co jest?-zapytał. 
-Nic.
-Powiedz, proszę.-siadł naprzeciwko mnie łapiąc mnie za dłoń.
-Nie.
-Bella! Nie chcesz dopuścić nikogo do siebie. Nie dziwię się dlaczego nie masz przyjaciół.
-Mam przyjaciół!
-Nawet sama nie potrafisz zaprzeczyć.
-Nie znasz mnie ani mojej historii. I nigdy się nie dowiesz!-powiedziałam i wylałam na niego kawę wybiegając do swojego biura. Zamknęłam się tam i zaczęłam jak głupia ryczeć. Nie z tego co mi powiedział tylko że przypomniał mi moją historię. Nigdy jej nie zapomnę. Ale muszę dać radę. Dużo dałam żeby zdobyć szacunek na tym świecie. W świecie krytyki. Nie poddam się teraz...

Wróciłam do domu i poszłam się pakować. 


Pobijmy rekord Anacondy! 19 mln. Możemy wygrać!

czwartek, 23 października 2014

rozdział 9

Holmes Chaple godzina 20.00

Ann jeszcze nie wybudziła się z śpiączki. Siedzenie w domu mi się znudziło więc wyszłam na taras. Usiadłam i zaczęłam czytać. Kocham zimne wieczory gdzie mogę wyjść na świeże powietrze poczytać i wysłuchać się w odgłosy ptaków.
Tylko ja i książka...
-Bella-powiedział głos strasząc mnie.
-O jezuuu.-krzyknęłam łapiąc się za serce.-Chcesz żebym zawału dostała?!-krzyknęłam na blondynka.
-Przepraszam-powiedział skruszony.
-Gdzie są wszyscy?
-W swoich pokojach.
-A więc czemu ty też nie jesteś tam?-zapytałam odkładając książkę na stolik.
-Chciałem cię zobaczyć-powiedział siadając obok mnie tylko że na podłodze.
-Co chcesz?
-Nic. Zobaczyć się z tobą.-powiedział.
Siedzieliśmy tu nie wiem jak długo. Zaświeciliśmy sobie światło i było cudnie! Ale strasznie mnie nogi bolały. Ściągnęłam buty i zaczęłam masować lekko stopy.
-Bolą cię nogi?-zapytał z troską.
-Tak. Strasznie.
-Daj-powiedział i wziął moje stopy w swoje dłonie powoli je masując. Ja przymknęłam oczy i rozkoszowałam się że obok mnie siedzi chłopak westchnień. Chwila! Stop! Ogarnij się. Przecież ty go nie kochasz! On może mieć każdą. A na pewno nie wybierze takiej rudo-włosej dziewczyny jak ty. Przystopuj.
Mówił mój rozum. Więc postanowiłam go słuchać.
-Zimno ci. Może chodźmy do środka?
-Dobrze.-powiedziałam biorąc książkę.
-Ja już pójdę spać.
-Poczekaj-powiedział łapiąc mnie za rękę i odwracając do siebie. Staliśmy strasznie blisko. Za blisko...-Dobranoc Bello.-powiedział zbliżając swoje usta do moich. Prawie byśmy się pocałowali kiedy na dół zszedł Harry...
-Bella? Ty jeszcze nie w łóżku?-zapytał
-Już idę. Dobranoc wam.-powiedziałam i szybko pobiegłam do swojego tymczasowego pokoju i poszłam spać.

2 tygodnie później godzina 11.28

Wreszcie mogłam wrócić do swojego kochanego domku w Londynie. Nie żebym narzekała ale się za bardzo przywiązałam do niego. Wczoraj przeczytałam drugi list. Było o dziewczynce Abi z Afryki, której rodzina jest strasznie biedna. Dlaczego wszystkie rzeczy na świecie są złe! Nie zrozumiem tego nigdy... Chcę zrobić sobie urlop i polecieć najpierw do Brazylii a następnie do Afryki. Chcę pomóc tamtejszym rodzinom i chcę przekazać pieniądze na fundację pomagania rodzinom z Afryki które nie mają gdzie żyć i co jeść. Wyprawę ustaliłam za 3 dni.
-Dzień dobry Bella-powiedziała Annabelle wchodząc do mojego biura.
-Cześć. Mam pytanie. Czy nie zechciałabyś polecieć ze mną do Brazylii a potem do Afryki? Proooszę.
-No nie wiem. A kto się zajmie firmą?-zapytała
-Olivia. Przecież też mi pomaga ale jest na urlopie, który jej się kończy dzień za dwa dni. A ja chcę lecieć za 3. Co ty na to?
-No dobrze-zgodziła się.
-Ok. Więc za dwa dni jeszcze wszystko ustalimy a ja dzisiaj zabukuje nam bilety.
-Dobrze. A! I bym zapomniała! Na dole czeka chłopak. Przedstawił się jako Niall Horan-powiedziała
-Powiedz żeby tu przyszedł-powiedziałam.

-Cześć Bella!-powiedział na wejściu. Nie widzieliśmy od wyjazdu z Holmes Chaple.
-Hej. Co tu robisz?-zapytałam
-Chciałem cię zaprosić na mecz.
-Proszę?
-Normalnie. Proszę chodźmy razem. Nikt nie chce więc tylko ty zostałaś.-powiedział błagalnie.
-No dobrze. O której?-zapytałam.
-Za godzinę. Więc jak chcemy zdążyć to chodźmy.
-Ale ja się muszę przebrać. Nie pójdę na mecz w szpilkach.
-Przecież kobietom nigdy nie przeszkadzają szpilki-powiedział naśladując mój głos.
-Ja tak nie mówię!
-Wcale, wcale!-zaśmiał się. Zostawiłam swój samochód w pracy i jego autem pojechaliśmy do mojego domu. Powiedziałam Niallowi żeby się rozgościł a sama pobiegłam do sypialni.
I szybko pojechaliśmy na stadion.