Strony

wtorek, 28 października 2014

rozdział 11

Dzisiaj lecę do Brazylii. Ni mogę się już doczekać!
Kiedy szybko wstałam poszłam się ubrać. Chłopcy wyjeżdżają w 2 miesięczną podróż za 3 dni. Ja nie wiem jak sama wytrzymam. Zjadłam śniadanie i pojechałam na lotnisko gdzie miałam się spotkać z Annabelle.
-Cześć!
-Hej, idziemy na odprawę?-zapytałam
-Tak. Więc kiedy wracamy?
-Myślę że to wszystko zajmie nam tydzień jak nie więcej. Ale jak coś wrócimy szybciej.
-Tak, ja i tak jeszcze muszę skserować umowy.-powiedziała i stanęłyśmy przy odprawie. Bagaże dałyśmy na taśmę a same poszłyśmy na samolot.
Na moje szczęście było to pierwszy samolot i nie musiałyśmy na niego czekać. Wsiadłyśmy i usiadłyśmy na swoich miejscach. Ja siedziałam sama i Ann też. Tak mi się chciało spać, że zasnęłam.
Śnił mi się Niall. Że byliśmy razem...ale i tak to tylko sen.
-Bella! Bella! Obudź się-mówiła Annabelle szturchając mnie łokciem.
-Co?-zapytałam zaspana.
-Jesteśmy już. Przespałaś cały lot.
-Co? Tak szybko?
-Tak. Przespałaś cały lot! Ale teraz nie mamy czasu na pogawędki. Musimy iść po walizki.
-Dobrze.-wstałyśmy żegnając się z załogą samolotu. Poszłyśmy po walizki a stamtąd od razu pojechałyśmy najbliższą taksówką do naszego hotelu.
Miałyśmy osobne pokoje żeby mieć trochę prywatności. Jutro chcę odwiedzić Emmę, a dzisiaj chcę odpocząć i zrelaksować się. Rozpakowałam się i poszłam do łazienki do wanny.
Przesiedziałam tam godzinę bo woda już była zimna. Ubrałam się w krótkie szorty, crop topa i moje kochane białe conversy.
I razem z Ann poszłyśmy na miasto. Dużo osób znało mnie tu i robiłam sobie zdjęcia. Poszłyśmy najpierw coś zjeść a potem coś pozwiedzać.
Kiedy wróciłyśmy do hotelu był już wieczór. Poszłyśmy do hotelowej restauracji na kolacje i do łóżka spać.
Rano obudziłam się wreszcie wyspana co się bardzo rzadko zdarza i poszłam się szybko ubrać i poszłam po Annabelle i poszłyśmy na śniadanie.
Ann została w hotelu a ja pojechałam z adres podany w liście Emmy.
Kiedy po jakiejś godzinie poszukiwań znalazłam zapukałam do niewielkiego domu rodzinnego.
Otworzyła mi drzwi kobieta średniego wzrostu i wieku.
-Dzień dobry. Czy pani jest mamą Emmy Vey?
-Tak. A pani jest?
-Mamo! Kto przyszedł?-w tle usłyszałam krzyk dziewczynki. Obok kobiety stanął wózek a na nim wysoka dziewczyna o blond włosach.
-Bella Thorne? O matko nie wierzę!
-Cześć! Przyjechałam najszybciej jak mogłam po twoim liście do mnie-powiedziałam lekko ją przytulając żeby nic się jej nie stało.
-Ah! To pani jest tą kobietą do której Emma wysłała masę listów! Poznaję panią!-powiedziała mama
-Bella. Może wyjdziemy na podwórko?
-Jasne! Chodźmy!-krzyknęła zachwycona dziewczynka.

Przesiedziałam z nią masę czasu że aż się wieczór zrobił! Ale było warto! Chciałabym kiedyś utworzyć szkołę dla chorych dzieci i na wózkach. Tak jak właśnie Emma.
Kiedy wróciłam do pokoju padłam na łóżko ze zmęczenia. Bez przebierania się poszłam spać.



Dzisiaj jest straaaasznie krótki. Przepraszam również za moją długą nieobecność.


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz