czwartek, 23 października 2014

rozdział 9

Holmes Chaple godzina 20.00

Ann jeszcze nie wybudziła się z śpiączki. Siedzenie w domu mi się znudziło więc wyszłam na taras. Usiadłam i zaczęłam czytać. Kocham zimne wieczory gdzie mogę wyjść na świeże powietrze poczytać i wysłuchać się w odgłosy ptaków.
Tylko ja i książka...
-Bella-powiedział głos strasząc mnie.
-O jezuuu.-krzyknęłam łapiąc się za serce.-Chcesz żebym zawału dostała?!-krzyknęłam na blondynka.
-Przepraszam-powiedział skruszony.
-Gdzie są wszyscy?
-W swoich pokojach.
-A więc czemu ty też nie jesteś tam?-zapytałam odkładając książkę na stolik.
-Chciałem cię zobaczyć-powiedział siadając obok mnie tylko że na podłodze.
-Co chcesz?
-Nic. Zobaczyć się z tobą.-powiedział.
Siedzieliśmy tu nie wiem jak długo. Zaświeciliśmy sobie światło i było cudnie! Ale strasznie mnie nogi bolały. Ściągnęłam buty i zaczęłam masować lekko stopy.
-Bolą cię nogi?-zapytał z troską.
-Tak. Strasznie.
-Daj-powiedział i wziął moje stopy w swoje dłonie powoli je masując. Ja przymknęłam oczy i rozkoszowałam się że obok mnie siedzi chłopak westchnień. Chwila! Stop! Ogarnij się. Przecież ty go nie kochasz! On może mieć każdą. A na pewno nie wybierze takiej rudo-włosej dziewczyny jak ty. Przystopuj.
Mówił mój rozum. Więc postanowiłam go słuchać.
-Zimno ci. Może chodźmy do środka?
-Dobrze.-powiedziałam biorąc książkę.
-Ja już pójdę spać.
-Poczekaj-powiedział łapiąc mnie za rękę i odwracając do siebie. Staliśmy strasznie blisko. Za blisko...-Dobranoc Bello.-powiedział zbliżając swoje usta do moich. Prawie byśmy się pocałowali kiedy na dół zszedł Harry...
-Bella? Ty jeszcze nie w łóżku?-zapytał
-Już idę. Dobranoc wam.-powiedziałam i szybko pobiegłam do swojego tymczasowego pokoju i poszłam spać.

2 tygodnie później godzina 11.28

Wreszcie mogłam wrócić do swojego kochanego domku w Londynie. Nie żebym narzekała ale się za bardzo przywiązałam do niego. Wczoraj przeczytałam drugi list. Było o dziewczynce Abi z Afryki, której rodzina jest strasznie biedna. Dlaczego wszystkie rzeczy na świecie są złe! Nie zrozumiem tego nigdy... Chcę zrobić sobie urlop i polecieć najpierw do Brazylii a następnie do Afryki. Chcę pomóc tamtejszym rodzinom i chcę przekazać pieniądze na fundację pomagania rodzinom z Afryki które nie mają gdzie żyć i co jeść. Wyprawę ustaliłam za 3 dni.
-Dzień dobry Bella-powiedziała Annabelle wchodząc do mojego biura.
-Cześć. Mam pytanie. Czy nie zechciałabyś polecieć ze mną do Brazylii a potem do Afryki? Proooszę.
-No nie wiem. A kto się zajmie firmą?-zapytała
-Olivia. Przecież też mi pomaga ale jest na urlopie, który jej się kończy dzień za dwa dni. A ja chcę lecieć za 3. Co ty na to?
-No dobrze-zgodziła się.
-Ok. Więc za dwa dni jeszcze wszystko ustalimy a ja dzisiaj zabukuje nam bilety.
-Dobrze. A! I bym zapomniała! Na dole czeka chłopak. Przedstawił się jako Niall Horan-powiedziała
-Powiedz żeby tu przyszedł-powiedziałam.

-Cześć Bella!-powiedział na wejściu. Nie widzieliśmy od wyjazdu z Holmes Chaple.
-Hej. Co tu robisz?-zapytałam
-Chciałem cię zaprosić na mecz.
-Proszę?
-Normalnie. Proszę chodźmy razem. Nikt nie chce więc tylko ty zostałaś.-powiedział błagalnie.
-No dobrze. O której?-zapytałam.
-Za godzinę. Więc jak chcemy zdążyć to chodźmy.
-Ale ja się muszę przebrać. Nie pójdę na mecz w szpilkach.
-Przecież kobietom nigdy nie przeszkadzają szpilki-powiedział naśladując mój głos.
-Ja tak nie mówię!
-Wcale, wcale!-zaśmiał się. Zostawiłam swój samochód w pracy i jego autem pojechaliśmy do mojego domu. Powiedziałam Niallowi żeby się rozgościł a sama pobiegłam do sypialni.
I szybko pojechaliśmy na stadion.



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz