Strony

poniedziałek, 20 października 2014

rozdział 7

Następny dzień LAM godzina 20.00

Dzisiaj niestety muszę zostać do nocy bo nie skończyłam robić papierów. Kiedy piłam kawę podpisując jakiś dokument usłyszałam pukanie.
-Proszę!-krzyknęłam. Do środka wszedł blondyn.
-Jeśli masz zamiar się kłócić to od razu możesz sobie iść-powiedziałam nawet na niego nie patrząc.
-Nie przyszłem tu po to. Chciałem się ciebie coś spytać-powiedział
-Proszę.
-Skąd wzięłaś ten kubek?
-A skąd wiesz że to ja?
-A komu innemu by zależało żeby mi go dać?
-Nie zależy mi.-powiedziałam twardo.
-Dobrze. Więc...?
-Pojechałam do Irlandii.-powiedziałam i wróciłam do podpisywania.
-Że co? Poleciałaś specjalnie do Irlandii po kubek specjalnie dla mnie?-zapytał a ja nic nie powiedziałam-Bella. Odpowiesz mi.
-Chyba musisz już iść-powiedziałam wstając, pakując wszystkie dokumenty do teczki i ubrałam swój płaszcz.
-Proszę. Odpowiedz mi.
-Nie.
-Bo?-zapytał podchodząc do mnie. Za blisko...
-Odsuń się ode mnie.
-Bo?
-Przestań to powtarzać!-krzyknęłam.
-Dlaczego nie chcesz pozwolić sobie na coś innego?-powiedział.
-Na przykład na co?
-Na miłość. Nie rozumiesz że wiele chłopaków chcą się do ciebie zbliżyć a ty ich do siebie nie dopuszczasz.
-Masz z tym jakiś problem?
-Tak.
-Wiesz co?
-Nie! Teraz ty będziesz mnie słuchać!
-Co? Ha ha ha! Nie będziesz mi nic mówić! Ponieważ to moje życie a nie twoje! A! I masz 3 sekundy na opuszczenie tego pomieszczenia jak i tego budynku!-krzyknęłam
-Wiesz co? Jesteś najokropniejszą osobą jaką kiedykolwiek poznałem!-krzyknął a ja nie wytrzymałam i uderzyłam go w policzek.
-Wynocha!-krzyknęłam a on wyszedł trzaskając tak drzwiami że myślałam że zaraz wylecą.
Nie mam zamiaru przez niego płakać. Bo w życiu nauczyłam się jednego. Że nigdy nie płacz przez kogoś na kim ci nie zależy...
Kiedy się ogarnęłam wróciłam do domu i poszłam spać.
Następnego poranka kiedy się już ubrałam przypomniałam sobie o dwóch listach.
Otworzyłam pierw pierwszy list. Był od jakiejś Emmy z Ameryki Południowej. Z Brazylii.
                  Emma Vey
                                  Rio de Janeiro 2014
Witaj! Nie wiem czy kiedyś przeczytasz ten list, ale mówią że to właśnie nadzieja umiera ostatnia. Ale już nie będę przeciągać. Piszę do ciebie z prośbą. Kiedy w 2010 roku dowiedziałam się że mam zanik mięśni cały mój świat legł w gruzach. Moim marzeniem od zawsze była gra w piłkę ręczną. To było moje największe marzenie aż stało się to. Chciałabym ci tylko powiedzieć, że nie ważne jak ciężko będzie ci w życiu zawsze walcz do celu. Ponieważ to ty się liczysz a nie inni. Wiem, że ty masz jeszcze masę marzeń! A ja niestety już żadnych. I jeszcze chciałabym żebyś chociaż raz pomyślała o mnie i żebyś się o mnie raz pomodliła. Jesteś dla mnie autorytetem. Chciałabym być jak ty. Tak odważna i uparta. Gratuluję ci to co osiągnęłaś!
                                  Twoja największa fanka Emma

Po tym właśnie liście nie mogłam dalej czytać drugiego listu. To co właśnie przeczytałam nie mogłam uwierzyć. Chciałabym bardzo pomóc tej dziewczynie. Chcę polecieć do Rio de Janeiro. Chcę się odwdzięczyć tym wszystkim fanom, którzy mi pomogli więc teraz ja chcę im pomóc. 
Wzięłam torebkę i pojechałam do pracy. W czasie jazdy usłyszałam dzwonek telefonu. 
-Halo?-zapytałam
-Cześć Bella! Co tam? Co robisz dzisiaj?-zapytał Harry
-Hej. Jadę do pracy. 
-A nie miałabyś dzisiaj czasem czasu na wyjście z kuzynem na obiad czy gdzieś?
-Nie wiem Harry.-powiedziałam stając na czerwonym świetle.
-Ale jakby coś to razem z Niallem do ciebie dzisiaj przyjadę.
-Nie! Nie chcę żeby on z tobą był. Przyjedź sam!
-Co się stało? Co on ci zrobił?
-Spytaj się go. Ciekawe czy ci powie-powiedziałam
-Ehhh no dobra. Więc jesteśmy umówieni?
-Tak. Ale nie obiecuje że będę wolna.
-To super! Na razie-rozłączyłam się i zaparkowałam na moim stałym miejscu w garażu podziemnym.


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz