-Nieee dziękuję. Mam inne zajęcia.
-Ja wiem no ale proszę. Chłopcy chcą strasznie cię poznać.
-Nie Harry.
-Dobrze. Ja już pójdę żebyś pracowała sobie spokojnie. Nie przeszkadzam ci już na razie!
-Harry poczekaj! Nie przeszkadzasz mi!
-Dobra już dobra idę już na razie-i wyszedł. Jak zwykle Bella musisz coś spieprzyć. Dzisiaj jeszcze muszę nadzorować sesje z nowym fotografem. Zobaczę jak mu pójdzie.
Po sesji chciałam zadzwonić do menaggera zespołu Harry'ego.
-Halo?
-Dzień dobry panu. Tutaj Bella Thorne. Rozmawialiśmy tydzień temu.
-Ahh to pani! W jakim celu pani dzwoni?
-Chciałabym dostać oczywiście jeżeli to możliwe adres chłopaków.
-Do jakiego celu jeśli można wiedzieć?
-Mam do niego pewną sprawę.-powiedziałam
-No dobrze. Proszę zapisać /xxx/
-Dziękuję do widzenia!
-Do widzenia.-rozłączyłam się i szybko wyszłam z biura nawet go nie zamykając. Pobiegłam do samochodu i pojechałam do domu się przebrać.
Jak zwykle musiał zacząć padać deszcz. Szybko wsiadła do samochodu i tak samo szybko pojechałam na dany adres. Zapukałam w drzwi. Otworzył mi drzwi jakiś chłopak o strasznie ciemnych włosach. Bez pozwolenia weszła do środka.
-Jest Harry?-zapytałam rozglądając się na wszystkie strony.
-Nie. Nie ma go.-powiedział. Ze schodów zeszedł chłopak z lekką brodą i brązowymi włosami postawionymi do góry.
-Ooo a co to za ładna pani?
-Jeszcze panna-poprawiłam go.
-Dobrze. Więc...?
-Jestem Bella Thorne-powiedziałam
-Ahhh czyli dziennikarka.-powiedział klepiąc mnie lekko po ramieniu.
-Nie.Dotykaj.Mnie-wysyczałam przez zęby.-Nie ma Harry'ego to idę. Żegnam!-krzyknęłam.
Wychodząc znów ktoś na mnie wpadł.
-Jak łazisz idioto!-krzyknęłam z bólu przez drzwi które mnie walnęły.
-Przepraszam cię!-powiedział chłopak, który wpadł na mnie jak byłam na mieście.
-Ooo znowu ty?! To chyba jakiś pech!
-A może to nie jest przypadek...tylko przeznaczenia-powiedział śmiejąc się.
-Przeznaczeniem było to że chyba wyszedłeś na świat!
-Spójrz na siebie!
-Widzę! Ja jestem chociaż uważna. I wiem jak chodzić!
-Ha ha!-zaśmiał się sarkastycznie
-Idę stąd bo nie mam zamiaru dalej słuchać tego farbowanego blondyna!
-Ooo czyli dostrzegasz szczegóły?
-Tak...dostrzegam. Dostrzegam że jesteś idiotą. Do widzenia! A i przekażcie Harremu że byłam!-wyszłam tak zła że chyba gorzej już być nie może.
Kiedy jechałam do Zandaya, którą postanowiłam odwiedzić na ulicach Londynu były takie korki że nie mogę! Umówiłam się z nią o 20 a była już 20.30. Wyjechałam z korku na pobocze, wysiadła z samochodu i zaczęłam biec w stronę domu między samochodami.
-Co ty taka zmachana jesteś?-zapytała Zandaya u której już jestem.
-Sorry za spóźnienie ale nie mogłam szybciej, były takie korki. I tak zostawiłam samochód na poboczu.
-Co zrobiłaś?-krzyknęła a potem razem się zaczęłyśmy śmiać.-Musimy po niego pojechać.
-W taki deszcz?! Chyba śnisz!
-Jedziemy!
-Ehhh no dobra.-pojechałyśmy jej samochodem pod miejsce gdzie zostawiłam go. Kiedy przyjechałyśmy holowali go na ciężarówkę a policjant spisywał rejestracje.
-Przepraszam! Gdzie panowie go wywożą?
-Bardzo nam przykro ale musimy pani go odebrać na pewien czas.
-Że co proszę?!
-Przepraszam-i odszedł. Wściekła wróciłam do Zandaya.
-Jedziemy po nowy samochód.-powiedziałam i odpaliłam szybko jej samochód ruszając.
Z piskiem opon stanęłam przy najbliższej stacji z BMW.
-Jesteś szalona!
-Dziękuję. Ale nie. Nie jestem.-powiedziałam i razem z nią wysiadłam. Razem z panem, który pomagał mi przy wyborze podpisywałam wszystkie papiery dotyczące kupna. Kupiłam sobie najnowszy model samochodu. Oczywiście kolor biały.
Od razu zasiadłam za kółkiem i wróciłam do swojego domu bo Zandaya musiała również wracać do domu. Zrobiłam sobie szybką kolacje, którą okazały się najzwyklejsze kanapki z warzywami i herbata. Poczytałam sobie gazetę i poszłam spać.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz